Grań Kościelców

Szczęście to jest radość powtarzania. Jeśli ktoś o świcie staje u wejścia do bram parku, spogląda do góry i nagle widzi góry, w całej swojej majestatycznej okazałości – jak w najpiękniejszej bajce – to znaczy… no właśnie, to nic nie znaczy. „Bo ten, kto znalazł się tam jeden jedyny raz i się ucieszył raz szaleńczo, to nie jest jeszcze człowiek szczęśliwy. To jest człowiek, któremu się coś udało”. Ale człowiek, który przemierza górskie szlaki niemal codziennie i za każdym razem – niezależnie od panujących warunków – jest olśniony, to jest człowiek szczęśliwy.

Grań Kościelców to boczna grań w polskich Tatrach Wysokich, która od Zawratowej Turni, położonej we wschodniej grani Świnicy, odbiega w kierunku północnym, dzieląc Dolinę Gąsienicową na Dolinę Czarną Gąsienicową i Dolinę Zieloną Gąsienicową. W grani wyróżnia się kolejno następujące obiekty (od południa na północ): Zawratowa Turnia (2247 m), Mylna Przełęcz (2096 m), Mylna Turnia, przełęcz Pośrednie Mylne Wrótka, Mylna Kopa (2159 m), przełęcz Wyżnie Mylne Wrótka, Zadni Kościelec (2162 m), Kościelcowa Przełęcz (2110 m), Kościelec (2155 m), Czuba nad Karbem (1856 m), przełęcz Karb (1853 m), grań Małego Kościelca.

Po krótkiej, choć treściwej w sen nocy w Betlejemce, punkt 6:00 zakładamy buty i ruszamy. Słońce rozgrzewa się w zawrotnym tempie. Staramy się mu dorównać, więc przez Dolinę Zieloną Gąsienicową praktycznie przebiegamy. Od zachodu zalega wciąż sporo twardego, zlodowaciałego śniegu, a zatem nie dyskutując z warunkami w Zadnim Kole zakładamy raki. Maszerujemy zwartym krokiem na Mylną Przełęcz, gdzie zaczyna się południowa część Grani Kościelców.

W promieniach słońca uzupełniamy brakujące węglowodany, szpejimy się i startujemy. W oczach pojawia się „ten błysk”, towarzyszący każdej wspinaczce w Tatrach. Mijamy siodełko i przed naszymi oczami wyrasta 25-metrowa Uszata Turnia, zwana Szafą. Ekspozycja może zrobić nie lada wrażenie na początkującym wspinaczu. Sprawnie docieramy na wierzchołek Zadniego Kościelca, skąd dostrzegamy szczytujących na Kościelcu turystów. Tymczasem w głębi ducha dziękujemy, że jesteśmy jedynymi zespołami na grani i nie musimy się przepychać pośród takich tłumów. Osiągamy Kościelcową Przełęcz i nieustannie stromą granią wspinamy się aż do głównego wierzchołka Kościelca.

Słyszymy: „Wow! Udało nam się!” – w końcu, co miało się nie udać myślę sobie… Dla początkujących Grań Kościelców to doskonała szkoła wspinaczki w zapierającej dech w piersiach ekspozycji. Szkoła, w której można również stawić czoła własnym ograniczeniom umysłu, strachom i lękom. Pamiętając, że ogranicza nas tylko wyobraźnia, a plaża to stan umysłu…

Tekst: Łukasz Mucha